|
|
|
||||||||||||||||||||||
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
||||||||||||||
|
Wasze historie. |
|||||||||||||||||||||||
|
Historia o Lukusiu - nadesłane przez Anetę i Łukasza z Jaworzna. Chcę opowiedzieć historię LUKKUSIA, króliczka, który zmienił mój świat i sprawił, że czułam się szczęśliwa. Jego zdjęcie jest na waszej stronie od dawna. LUKKUŚ pojawił się u nas 15 maja 2006 r. i był prezentem na moje 21 urodziny. Stał się ulubieńcem wszystkich. i mimo, że rodzice na początku kręcili nosami na widok wielkiej klatki taszczonej przez mojego narzeczonego. to jak tylko zobaczyli te przepiękne dwukolorowe, brązowo - niebieskie oczka. pokochali go. nie można było inaczej. Niedługo po tym, jak się u nas pojawił wystąpiło podejrzenie, że LUKKUŚ ma padaczkę. brał leki, okazało się jednak, że dławił się ściółką, marchewką i innymi rzeczami, bo jadł zbyt szybko i zbyt duże kawałki połykał. 3 razy udało mi się go wyratować masując gardło, aż kawałek przeszedł dalej. to było straszne. myślałam, że to już koniec. kiedy się tak dławił ciałko stawało się sztywne, oczka 2 razy większe niż zwykle, a ten przeraźliwy "krzyk" i pisk był tak głośny, że nigdy wcześniej niczego podobnego nie słyszałam. a był jeszcze wtedy taki malutki i bezbronny. zmieniliśmy mu karmę, bardziej urozmaiciliśmy w warzywa i w owoce (za co wam dziękuję, bo dzięki waszej stronie wiedziałam jaki jadłospis będzie najlepszy). Nigdy się to już nie powtórzyło. Pod koniec marca 2007 roku wybrałam się z LUKKUSIEM do weterynarza, aby obciąć mu pazurki i zapytać o pewne niepokojące mnie od jakiegoś czasu objawy. LUKKUSIOWI coś jakby "stukało". a czym bardziej przyspieszał oddech, to odgłos ten był mocniejszy i głośniejszy. do tego zaczął kichać. ale jadł normalnie i był wesoły jak zawsze. więc postanowiłam spokojnie zapytać weterynarza co się dzieje z moim pupilem. Okazało się, że LUKKUŚ jest ciężko przeziębiony, a ten odgłos to niedrożne drogi oddechowe. I zaczęło się na dobre. przestał jeść, mało pił.Dostał serię zastrzyków i przez tydzień antybiotyki doustnie musieliśmy mu podawać. To był koszmar dla niego i dla nas. trzeba było siłą go trzymać i wstrzykiwać leki rozpuszczone w soku z marchewki albo z jabłka. ale opłaciło się. LUKKUŚ nasz kochany wyzdrowiał. stukanie i kichanie ustąpiło. zaczął jeść i powrócił do formy. Wszyscy byliśmy przeszczęśliwi, że nasz kochany malec dobrze się czuł. Dokuczał jak zawsze. skakał. kiedy się uczyłam do sesji skradał się i brał w zęby moją kartkę, a potem uciekał z nią do klatki. co wyglądało przekomicznie. dokazywał jak zawsze. wchodził na plecy kiedy zmęczona po nauce leżałam na ziemi. podgryzał mojego narzeczonego zaczepnie w brzuch i odskakiwał pokazując nam swój świetny nastrój. był taki cudowny. jednak nasze szczęście nie trwało zbyt długo. po trzech tygodniach nastąpił nawrót choroby. nie mam pojęcia dlaczego. tym razem leki nie skutkowały. nic nie pomagało, ale mieliśmy cały czas nadzieję, że wyzdrowieje. brał różne leki. potem też zastrzyki. jadł normalnie... tylko w ostatnich dniach zrobił się osowiały i przestał jeść. myślałam, że to wskutek zastrzyków. poprzednim razem też tak było. ostatni zastrzyk dostał 14 czerwca 2007 r. o godzinie 11.00. Po powrocie do domu widziałam, że coś jest nie tak. był słabiutki. ledwo trzymał się na łapkach. właściwie to co kawałek się kładł. pozwolił się nosić na rękach. co nigdy się nie zdarzało. LUKKUŚ nie znosił być podnoszony z ziemi.wiedziałam, że coś jest nie tak. miałam umówione wyjście z domu.ale go odwołałam. nie chciałam zostawiać maleństwa samego. bardzo się bałam. byłam tylko ja i on. Jest 15 czerwiec 2007 r., LUKKUSIA nie ma już z nami. wczoraj około godziny 13.00 odszedł za "tęczowy mostek". Kiedy trzymałam go na rękach popatrzył na mnie swoimi pięknymi brązowo - niebieskimi oczkami. polizał mnie po ręce. wydawało się, że chce się pożegnać. zaczęłam płakać. wtedy wyrwał się z moich objęć i wskoczył do klatki. tam zaczęło nim szarpać. to było straszne. zdjęłam wieko klatki i wyciągnęłam go. położyłam na kocyku. jeszcze trochę nim szarpało. spojrzał w moją stronę i odszedł. mój powiernik. mała przylepka. najukochańszy malec na Świecie. Razem z narzeczonym ułożyliśmy go i jego rzeczy w pudełku. i pożegnaliśmy go. Na zawsze pozostanie w naszych serduszkach. Jutro są moje imieninki, a jego nie ma z nami. Aneta&Łukasz z Jaworzna. Zobacz zdjęcia Lukusia - Tęczowy most *do góry* |
|
||||||||||||||||||||||
|
Home | ABC | Prawo
| Rozrywka | Linki | Mapa strony | Forum
| Kontakt Copyright 2004-2009 ©
Aseti. |
|
||||||||||||||||||||||
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
||||||