Strona Główna/home O nas/About us Królicze ABC/Education Prawo/Law Rozrywka/Entertainment Linki/Links Księga Gości/Guest book Forum

O autorce



Wypadałoby napisać coś o sobie, choć to nie takie proste jakby się zdawało.

Zacznę może od kilku słów na temat: "Dlaczego króliki?"
Jestem miłośniczką, opiekunką królików. Nie lubię określenia "hodowca", ponieważ nie zajmuję się hodowlą tych zwierząt.
Po prostu czerpię przyjemność z przebywania z królikami.

Wiktorek jest moim pierwszy królikiem i to od niego zaczęła się moja pasja (przygoda) z królikami.
Fisieńska pojawiła się w moim domu 3 lata później i niestety wcześniej odeszła :(

Ogólnie wychodzę z założenia, że jeśli człowiek decyduje się na jakieś zwierzę. Czy to będzie królik, pies, kot czy myszka, to MUSI ponosić za nie pełną odpowiedzialność i MUSI być w pełni odpowiedzialny w swojej opiece nad nim.
Dlatego robię wszystko co w mojej mocy, aby moim podopiecznym (teraz już zosta tylko Wikuś) zaspokoić podstawowe potrzeby jak jedzenie czy picie. Ale także daję im odczuć, że są kochane i potrzebne w moim domu.

Jednak jak sami wiecie podstawy to nie wszystko. Wielu z Was poszukuje nowych, dodatkowych informacji i tak między innymi trafia na tę stronę.

Dlaczego stworzyłam Świat Królików?
Ta strona powstała po to, by dzielić się z Wami moimi doświadczeniami w dziedzinie królików.
Aby pomóc Wam i Waszym długouchym pupilom.

Bodźcem do gromadzenia wiedzy na temat królików była dla mnie "choroba" Wiktorka.
"Choroba" - w cudzysłowie, bo tak na prawdę jego życie zostało zagrożone przez lekarza weterynarii.
Przytoczę tutaj krótką historię tego zdarzenia.

"Wikuś miał wtedy zaledwie 4 miesiące. W każdy letni weekend zabierałam go na działkę, gdzie radośnie kicał sobie po trawce.
Niestety każdy taki wyjazd kończył się też kleszczem w uchu lub w oku (w powiekach lub w kąciku oka).
Jako niedoświadczony jeszcze opiekun bałam się wyjmować mikroskopijnej wielkości kleszcze, żeby nie zrobić Wiktrokowi krzywdy. Jeździłam więc do najbliższego lekarza weterynarii, aby zrobił to za mnie.
Któregoś dnia ów wet stwierdził, że skoro Wiki tak często łapie kleszcze, to on go zaszczepi.
W swojej naiwności zgodziłam się, bo nie wiedziałam wtedy, że szczepionki na kleszcze dla królików nie istnieją.
Lekarz zakroplił Wiktorkowi preparat o nazwie Frontline.

Po powrocie do domu, Wiki zaczął się dziwnie zachowywać. Stał się osowiały, płochliwy.
Wzięłam go na kolana i zaczęłam głaskać, bo myślałam, że po prostu zestresował się wizytą u weta.
W pewnym momencie, Wiki zaczął uciekać z moich kolan. Schował się między moimi plecami, a oparciem fotela. Usłyszałam przeraźliwy pisk. Dźwięk wibrował i był wydawany jakby z głębi małego ciałka. To co zobaczyłam zmroziło mi krew w żyłach.
Wiki leżał na plecach, wyciągnięty i sztywny! Nie wiedziałam co się dzieje. Nie reagował na dotyk, głos. Po prostu leżał jak sparaliżowany.
Złapałam go i pobiegłam do samochodu. Jechałam do Kliniki Weterynaryjnej (innej niż ta miejscowa) tak prędko, jak to było możliwe.
Nie patrząc na kolejkę wpadłam do gabinetu z płaczem i okrzykiem "ratujcie mojego króliczka!".
Wiki dostał kroplówkę i masę zastrzyków. Udało się utrzymać go przy życiu. Miałam szczęście, że akurat tego dnia w Klinice przyjmował dr Wojciech Bielecki (który jak się później okazało, jest autorytetem wśród lekarzy weterynarii w dziedzinie małych zwierząt futerkowych i na królikach zna się doskonale).
Pan doktor zapytał czy Wikuś dostawał ostatnio jakieś leki. Powiedziałam o tej pseudo szczepionce, a on złapał się za głowę i aż krzyknął z wrażenia:
- Kto daje królikom Frontline?! Przecież to dla nich zabójstwo!
Słuchałam z przerażeniem!
Długo jeszcze mogłabym opowiadać o tym, co działo się później. O badaniach EKG, o kroplówkach przez miesiąc codziennie. O zastrzykach i leczeniu, które trwało niemal pół roku.


Podsumowując: błąd - niewiedza lekarza weterynarii kosztował Wikiego wstrząs toksykologiczny, uszkodzenie mięśnia sercowego i ogrom stresu. Tyle wiemy na pewno. Ale czy doszło jeszcze do jakichś zamian w organizmie? To odczuwa pewnie tylko Wiktorek.

Zadałam sobie pytanie: dlaczego tak się stało? Skoro nie mogę ufać lekarzowi weterynarii, któremu powierzam zdrowie i życie zwierzaka, to komu?!

Okazało się, że na studiach weterynaryjnych temat "królików" jest przerabiany w minimalnym zakresie. Jeśli któryś z przyszłych lekarzy chce wiedzieć więcej, musi skończyć dodatkowy fakultet (np. choroby zwierząt futerkowych, choroby zwierząt egzotycznych) lub dokształcić się samemu.
Niestety większość wetów pozostaje przy podstawowej wiedzy i skupia się na psach oraz kotach, bo to najbardziej popularne zwierzęta.
Szkoda tylko, że nie każdy wet potrafi przyznać się do swojej niewiedzy. Ten, który o mały włos zabiłby Wikusia, nie umiał powiedzieć, że czegoś nie wiem. "Kasa" (przepraszam za kolokwializm) zasłoniła mu etykę lekarską.

Zaczęłam więc intensywnie gromadzić wiedzę na temat królików nie tylko z zakresu "opieki domowej", ale też chorób, zachowań itp.
Przeprowadziłam wiele konsultacji z, doświadczonymi w dziedzinie leczenia królików, lekarzami weterynarii. Dzięki uprzejmości kadry SGGW, wysłuchałam też kilku wykładów na temat królików.
Zorganizowałam szkolenie - pogadankę dla opiekunów królików przeprowadzoną przez lek. wet. Milenę Wojtyś z Warszawy.
Czytałam książki przeznaczone dla adeptów wydziału zoologii i dyplomowanych już lekarzy weterynarii.
Wciąż gromadzę wiedzę poprzez konsultacje z weterynarzami oraz z Wami (czyli z innymi opiekunami królików). I przede wszystkim przez doświadczenia jakie daje mi przebywanie z Wiktorkiem (a wcześniej także z Febunią).

Świat Królików powstał po to, bym mogła dzielić się zdobytą wiedzą.
Jeśli informacje tutaj zawarte uratują życie choćby jednemu królikowi więcej - to warto to robić.

Wy także możecie opisywać swoje doświadczenia na FORUM

Tyle o mojej króliczej pasji.

A prywatnie?
Prywatnie jestem szczęśliwą żoną i mamą.
Moja praca mówiąc ogólnie, to: filmowanie, montaż filmowy i fotografia.
Kocham muzykę (taniec, śpiew, trochę gram na instrumentach klawiszowych). Lubię czytać książki i delektować się przyrodą.
Znajomi mówią, że mam artystyczną duszę, ale nie wariuję, bo jestem realistką.
Z dziedziny "mniej artystycznej" ;) nie obce są mi komputery. Lubię pograć na konsoli (wyścigi, gry logiczne, strategiczne itp.)
Dużą przyjemność sprawia mi również jazda samochodem.

Coś jeszcze?
Zapewne mogłabym napisać jeszcze wiele. Ale niech to zostanie tajemnicą. W końcu trzeba zachować odrobinę prywatności dla siebie ;)

Aseti



*do góry*




Na skróty:<<POWRÓT do 'O Nas' | Galeria Wiktorka | Galeria Febe | Galeria Przyjaciół | Z Pamiętnika opiekunki królika
Home | ABC | Prawo | Rozrywka | Linki | Mapa strony | Forum | Kontakt     Copyright 2004-2010 © Aseti.